czyli co tu się moreluje?

Gdy w 2009 roku zakładałam pierwszego bloga (fotograficznego), nie miałam zielonego pojęcia jak go ugryźć. I od tego czasu nic się nie zmieniło.

Nadal nie wiem jak to wszystko powinno prawidłowo wyglądać, więcej eksperymentuję i działam na wyczucie niż według porad zawartych w licznych teraz blogach o blogowaniu.

Co najlepiej widać na moim drugim blogu – Mara Time, z którego to wyrósł ten, Morelowy.

Czym jest Morela?

Na razie eksperymentem.
Pomysł na nią zrodził się już w lipcu tego roku, ale dopiero teraz, po wielu przymiarkach, próbach i tańcach o północy na barze ogląda swymi morelowymi ślepiami świat.

Jest miejscem, gdzie będzie zdecydowanie więcej tekstów niż zdjęć.

Jeśli chcesz oglądać focie to leć na Insta. Ale tu uraczę Cię, Drogi Czytelniku, moimi odręcznymi gryzmołami. Obiecuję za to, że je pokochasz za prostotę, humor i jaja.
Nie, nie! Nikomu nie stanie się krzywda. Nie będę kastrować.
Może czasami coś piętrolnę albo wkurnię.
Może nawet trochę częściej niż czasami. Charakter zobowiązuje.

Po co to miejsce?

Bo ja lubię pisać, a Ty lubisz mnie czytać. Lub za chwilkę polubisz.

Jak już wspomniałam kilka linijek wyżej, Morela wykluła się gdzieś po drodze prowadzenia drugiego bloga.
Jest on, i mam nadzieję, że jeszcze długo sobie pobędzie, stroną o moim życiu z architekturą w tle. Czyli o pracy, projektowaniu, głupich szefach, inwentaryzacjach, starych kamienicach, głupich szefach, fotografii, kiedyś nawet o biżuterii. Bo kiedyś nie miałam pojęcia, że doba ma tylko 24 godziny.

Wspominałam już o głupich szefach?

Gdzieś pomiędzy to wszystko wplotły się i inne tematy – blogowanie, rozmówki osobiste, przemyślenia, dzielenie się i duża dawka humoru. Ba! Nawet udało mi zahaczyć o kulinaria!

I nic nie wybuchło 😛

Stwierdziłam, że za dużo tego. Aby nie robić bałaganu lub nawet tego drugiego na be, zaczęłam ograniczać wpisy z innych kategorii, ale to sprawiło, że dusiłam się we własnym sosie, na wolnym ogniu i pod szczelnym przykryciem. Gulasz z Mary? Drogi Czytelniku, nie brzmi to za dobrze, prawda? Zapadła decyzja.

Nastał czas, by powołać do życia coś nowego.

Zabawiłam się w doktora Frankensteina.

Dlaczego O w Morelę?

Nazwa przyszła nagle, przy okazji konkursu na zamienniki soczystego rzutu mięsem.
Przyznaj, lepiej brzmi niż o, w mordę!  Lub jeszcze inaczej 😉 A efekt niemal ten sam. I z jajem.

Oczywiście, co bardziej wprawne oczęta czytelniczek, które znają mnie już dłużej, dopatrzyły się pewnego wymownego podobieństwa mojej graficznej moreli do powyższego „jeszcze inaczej”. Zuch dziewczynki! 🙂

Hasło okazało się na tyle pięknie brzmiące, że podsunęłam je Zenji do kreatywnego wyzwania rysunkowo-pisarskiego, a ona z dziką rozkoszą je do niego dołączyła. Czyli się przyjęło 🙂

I co dalej?

A dalej to standardowo – ja będę pisać, a Ty, Drogi Czytelniku, z uśmiechem na ustach będziesz mnie czytać.
Przynajmniej taką mam nadzieję, bo doszły mnie słuchy, że całkiem nieźle mi to wychodzi.

A o czym?

Co powiesz na porady? Takie na serio, ale i takie z jajem?
Co powiesz na obserwacje? Oczywiście suto okraszone humorem i ostrosłowem?
A może do kompletu farmazony, co by zbyt nudno się nie zrobiło?

Zero architektury, zero pracy, zero stresu!

Może czasami jakąś statuetkę Zgniłej Moreli wybrańcowi miesiąca przyznam 😉

To jak, zajrzysz do mnie jeszcze?

No to jesteśmy umówieni! 🙂

Niech Ci Morela śmieszną będzie!

  • Super masz to hasło o robieniu dobrze słowem! 🙂

Zobacz również

Tylko jeden mężczyzna może zadowolić kilkanaście kobiet dziennie

czyli dostarczyciel przyjemności czy złości? Moje ciało było rozpalone do granic wytrzymał…