I ruszyły!
Postanowienia, postanowienia braku postanowień, podsumowania i obietnice. A to wszystko za sprawą tylko jednego dnia – Nowego Roku.

Przyznam, że nigdy nie byłam podatna na porywy fal modowych. Jedyne fale jakie mogły mnie ogarnąć to przypływy i odpływy zleceń i zobowiązań. Aż do utopienia.
Zapewne jeszcze o tym przeczytacie. O ile wcześniej kogoś w tym sama nie utopię.
Nie, postanowienia, ich brak, podsumowania minionego roku – to zostawiam zaprawionym w bojach. Raz takowe uczyniłam, dokładnie rok temu na Marze. Podsumowanie mojego pierwszego roku blogowego. I wystarczy.

Nie dla mnie utarte ścieżki i drogi szybkiego ruchu. Ja wybieram inną, jeszcze nie odkrytą. Chyba Cię to, Drogi Czytelniku, nie zdziwi 😉

Ale jeśli nie podsumowanie to co?

Natura nie lubi próżni, a zawsze jakiś zamiennik się znajdzie. I ja taki mam.
Ostatni rok zabrał mi trochę czasu, choć ani więcej, ani mniej niż i Tobie. Ale nieco oświetlił mi znane i nieznane jeszcze tematy.
Pewne sprawy, które do niedawna uważałam za najistotniejsze, nieco się zatarły. A inne wyłoniły swe zarysy, niczym śpiący gdzieś głęboko w otchłani potwór. Potwór, który przerażający jest tylko do czasu, bo wystarczy odrobinkę głębiej się zanurzyć, uśmiechnąć się na widok jego słodkiego puchatego pyszczka i spojrzeć mu przyjaźnie w oczy.

Od razu lepiej, prawda?

Skrystalizowanie celów

Prawdę powiedziawszy, choć ostatni rok do łatwych nie należał, jestem mu wdzięczna za te kopniaki i kłody zaserwowane mi pod nóżki. Nawet za te cegły dziurawki co mi spadały na łeb w drewnianym kościele.
Pewnie dalej bym na oślep brnęła w kierunku, z którego ucieczka byłaby dość trudna. Pewnie bym później żałowała i się zastanawiała co poszło nie tak. Czyż nie tego właśnie pragnęłam?
Niektóre cele się skrystalizowały, inne postanowiłam otoczyć bezpiecznym murem, póki są mi potrzebne.

Ostatni rok sam w sobie był podsumowaniem i jasnym określeniem co jest dobre, a z czym mogę się bez żalu pożegnać praktycznie już w tym momencie.
I tak też zapewne zrobię w ciągu kilku zbliżających się miesięcy.
Dziś piszę ten tekst dopijając Sylwestrowego szampana. Tak, wiem, że jest już 2 stycznia i że bąbelki już nie te. Ale najważniejsze, że wciąż smakuje, prawda?
Widzę swe cele jaśniej i wyraźniej niż kiedykolwiek wcześniej. Są tuż przede mną, niemal na wyciągnięcie ręki. Ale nie określam ich mianem postanowień noworocznych, one są na kilka najbliższych lat.

Dziś mam do Ciebie, Drogi Czytelniku, tylko jedną prośbę – trzymaj kciuki. Byle mocno!
Bo będzie się działo 🙂

I wypatruj mnie na internetowym horyzoncie, aby niczego nie przegapić.

Zobacz również

Tylko jeden mężczyzna może zadowolić kilkanaście kobiet dziennie

czyli dostarczyciel przyjemności czy złości? Moje ciało było rozpalone do granic wytrzymał…