czyli dostarczyciel przyjemności czy złości?

Moje ciało było rozpalone do granic wytrzymałości.

Ubiór nieprzyjemnie ocierał się o spoconą skórę. Wyostrzone zmysły odbierały każdy, nawet najdrobniejszy ruch na klatce schodowej.

Dziś się przygotowałam.
Na chwilę zamknęłam powieki. W myślach palcami rozszarpywałam wszelkie bariery dzielące mnie od upragnionej przyjemności. Wiedziałam, że tego dnia tylko jeden mężczyzna może mi ją dostarczyć.
Czekałam. Czekałam na jakiś znak, sygnał. Ale na co właściwie?
A już wiem, na dzwonek do drzwi czekałam.
Już tylko minuty dzieliły mnie od…

Ale zaraz, zaraz, Drogi Czytelniku.

Chyba Cię nieco wyobraźnia poniosła 😉

Zatem zacznijmy kulturalnie i od początku. Zgodzisz się?

Legenda głosi, że tylko jeden mężczyzna może zadowolić kilkanaście kobiet dziennie.
Niekoniecznie jednocześnie rzecz jasna. I tymi samymi rzeczami.
A jest nim kurier dostarczający upragnione i długo wyczekiwane zakupy.

Ale mnie kurierzy nie lubią. Zwykle nachodzą moje królestwo akurat w momencie, gdy jestem przebrana za najbardziej seksowne zwierzę ponocne – w gaciach a’la Bridget Jones, pluszowych papciach z pazurami oraz grzebieniem wsuniętym między trzeci a czwarty poranny kosmyk włosów.

Ale raz na tysiąc lat zdarza się święto.
Gdy nad Jowiszem świeci zielony żelkowy księżyc, gdy wszystkie moje cztery koty trafiają bronią biologiczną do kuwety, a sąsiadce wychodzi smaczna galaretka z nóżek. W ten jeden dzień ja jestem przygotowana na jego przyjęcie. Od stóp do głów.
Ubrana w seksowny kostium, podkreślający wszelkie idealne kobiece krzywe i krągłości. Czyli w mój ulubiony szafirowy dres.

I to był właśnie ten jeden dzień.
Czekałam, z niemal czterdziestoma stopniami gorączki i fabryką glutów w nosie.
Czekałam, aż usłyszę ten najpiękniejszy dla każdej kobiety dźwięk.
I usłyszałam. Ale sygnał maila.

Twoja przesyłka czeka w punkcie odbioru. Masz 3 dni na jej odebranie.

A teraz, Drogi Czytelniku, nie próbuj sobie nawet wyobrazić jak się czuje zagrypiona kobieta, z gorączką, która przysmaża jej cycki, uziemiona na kilka dni w domu, otrzymująca takiego właśnie maila.
Nie próbuj sobie wyobrazić jakie myśli przychodzą jej do głowy, jakie krwawe obrazy.
Powiem krótko – InPost. I wszystko stanie się jasne.

Kurierze Ty mój ukochany, tak długo wyczekiwany. Nigdy Cię nawet na moje piękne oczy nie widziałam.

Ale ja Cię poznam. I zapamiętam.

A następnym razem, zamiast paczuszki z ubraniami, zamówię sobie szafę trzydrzwiową.

Z dostawą pod drzwi!

  • U mnie normą było, że kurier z DPD wypisywał od razu dwa awizo – zwykłe i powtórne. Nie sprawdzał nawet, czy ktoś jest w domu i wrzucał do skrzynki. Jak zrobiłam awanturę, to się więcej nie powtórzyło… To znaczy powtórzyło, ale z kurierem innej frimy. A ostatnio przemiły pracownik firmy Geis zadzwonił, czy może ktoś wyjść pod blok po paczkę, bo… „on nie może zostawić samochodu”. Mąż zrobił raban, bo pachniało lenistwem – dostarczany był rower w wielkim kartonie. Pan ewidentnie nie miał ochoty tego nosić i wymyślił taką wymówkę na poczekaniu. A kilka dni później o dziwo mógł zostawić samochód, bo dostarczana paczka była mała i mieściła się w dłoni.

    • Miałam tak z zamówioną szafą (żeby nie było – jednodrzwiową, więc stosunkowo małą). Zamówiłam z dostawą „pod drzwi”. I zostawił pod drzwiami. Kamienicy, niemal na samej ulicy.
      Niektórzy zbyt dosłownie odczytują rubrykę „uwagi”.

      • A zwłaszcza kurierzy. Ale listonosz to co innego, to już zależy gdzie i jaki. Bo co jak co, listonosza naszego bardzo lubię i cenię, porządny i uczciwy z niego chłop 🙂

Zobacz również

3 znane osoby, które zrobiły mi dobrze w 2016 roku

Czyli kruki, szpaki i słowiańskie demony. W poprzednim wpisie przesadziłam niczym niedoświ…