czyli dwa gatunki na jednym terytorium

W minione święta Kevina nie było. Nie wiedzieć czemu, przecież pogoda dopasowała się idealnie.

Czekające mnie trzy dni wolnego postanowiłam spędzić całkowicie energooszczędnie — w puchowych króliczych papciach, z talerzykiem sałatki w jednej ręce oraz pilotem od telewizora w drugiej. Dobrze, dorzućcie jeszcze do tej wizji kielich miodu.

Skakałam po kanałach, umiejętnie omijając co bardziej natrętne romanse i wiadomości. Głównie polityczne. Za ścianą odbywała się rodzinna wyżera, suto okraszona emocjami. Ach, te swojskie klimaty. A za oknem zima wrzuciła bieg wsteczny, rozjeżdżając swą siostrę, wiosnę. Do dziś czekam na rewanż.

Kolejny kanał.
…oto widzimy osobnika w jego naturalnym środowisku…Do mych uszu doszedł znajomy spokojny głos.
Maszeruje dostojnie, ostrożnie stawiając nogi na grząskim podłożu. Uważnie obserwuje zachowanie otoczenia.
Tak, film przyrodniczy. Tego najbardziej mi teraz potrzeba!
Pilota w lewej dłoni zastąpił kielich.

Słabsze osobniki czekają na reakcję silniejszych, te jednak nie patrzą przychylnie na nowo przybyłego — kontynuuje Czubówna.

Po cichu liczą, że gość opuści ich terytorium, gdy zauważy brak zainteresowania.
Lecz on nieoczekiwanie rozpoczyna swe rytualne strojenie w lajki, wciskając je pomiędzy własne szare piórka.

Gdy jego taniec nie przynosi oczekiwanych rezultatów, postanawia przedstawić widowni ekskluzywny obiad, wymuszając na swoim układzie pokarmowym odruch wymiotny. Kilku osobników ze stada pada, reszta chwiejnym krokiem kieruje się do wodopoju. Nowy bloger jednak nie daje za wygraną i żwawo człapie za nimi, wciąż mając nadzieję na zajęcie wysokiej pozycji w środowisku.
Przy stawie wyciąga swego najnowszego brylantowego smartfona i puszcza do własnego odbicia w wodzie serię selfie. Czeka chwilę na nowe polubienia. Te jednak nie napływają w zadowalającej go ilości.

bloger dupę dającyPostanawia nie tracić czasu. Otwiera szeroko dziób. Z jego gardła wydobywa się nieprzyjemny, lecz głośny skrzek, zagłuszający melodyjny śpiew doświadczonych osobników z gatunku Bloggerus Vulgaris.
To daje mu chwilowe zainteresowanie reszty grupy. Gdy jednak okazuje się, że nic więcej nie ma do zaoferowania, traci ich zaciekawione spojrzenia.

Bloger jest wyczerpany. Całodniowe uganianie się za podziwem i nowymi obserwującymi pozbawiło go sił. Szykuje się do zadania ciosu ostatecznego. Wie, że wielu przed nim ten krok wyniósł na sam szczyt. Wie również, że nieumiejętne rozegranie tego ataku może zmusić go do opuszczenia terytorium i znalezienia nowego stada.

Nieznacznie odchyla piórka w części tylnej. Oczom obserwatorów ukazuje się okrągły zarys różowego tyłka. Widząc rosnące zainteresowanie, postanawia doszczętnie oskubać swą część siedzącą.
Otoczenie jest zszokowane. Zapamięta go na wiele lat.

Bloggerus Exhibitionismus osiągnął swój cel…

Budzę się z krzykiem. Przed oczami wciąż widzę gołą różową blogerską dupę. Wiem, że ten obraz pozostanie ze mną na długo. Zbyt długo.

Pragnę jak najszybciej zmienić myśli i sięgam po telefon.
Przeglądam Instagrama — dupa.
Wchodzę na fejs-zbuka — dupa.
Otwieram lodówkę — o, tort! Który i tak pójdzie w dupę.

Ale najpierw obowiązkowa słodka focia na Instagrama! 😉

Zobacz również

Jak pisać bloga? – poradnik dla bombastycznego blogera

Prablogi Pytanie jak pisać bloga zadają sobie miliony lepszych lub gorszych twórców już od…